niedziela, 17 lutego 2013

79. Lilac smell letter II

Pierwszy obrazek z Zabaw Salowych ukończyłam jak tylko znalazłam chwilkę czasu na igłę. 
Było tak:
Lubię patrzeć jak za pomocą kilku kresek obrazek nabiera wyrazu. Haftowało się go bardzo szybko i z wielką przyjemnością:
Dlatego też od razu wzięłam się za kolejny. Na razie nie wiele, bo zastała mnie noc, a dokładniej północ:
W styczniu na świat przyszła córeczka mojej kuzynki, tak więc powstaje dla niej obrazek. Po pierwszym dniu pracy jest już tyle:
Wzór pochodzi z Cross Stitch Collection July 2005.

poniedziałek, 11 lutego 2013

78. Marina i stosik

W lutym wyzwanie Book-Trotter to literatura hiszpańska, na pierwszy rzut wybrałam:

Marina - Carlos Ruiz Zafón
 


"Barcelona, lata osiemdziesiąte XX wieku. Oscar Drai, zauroczony atmosferą podupadających secesyjnych pałacyków otaczających jego szkołę z internatem, śni swoje sny na jawie. Pewnego dnia spotyka Marinę, która od pierwszej chwili wydaje mu się nie mniej fascynująca niż sekrety dawnej Barcelony. Śledząc zagadkową damę w czerni, odwiedzająca co miesiąc bezimienny nagrobek na cmentarzu dzielnicy Sarriá, Oscar i jego przyjaciółka poznają zapomnianą od lat historię rodem z Frankensteina i XIX-wiecznych thrillerów. Historię, której dramatyczny finał ma się dopiero rozegrać.."



Omal nie przeczytałam tej książki za jednym posiedzeniem tak mnie pochłonęła. Udało mi się jednak oderwać od niej na te kilka nocnych godzin. Wsiąkłam w nią od pierwszej strony, pierwszych zdań, bardzo rzadko mi się to zdarza, to już o czymś świadczy. 
Nie przeszkadzało mi nic, ani fakt, że książka chyba jednak jest dla ciut młodszego czytelnika niż ja. Przecież skoro mi się spodobała to jest też dla mnie.Ani sposób narracji - zazwyczaj nie przepadam za pierwszoosobowa, jednak tym razem w połączeniu z pięknym stylem czułam się jakbym wysłuchiwała tej opowieści. Nie mogę się też przyczepić do samej historii, nie przepadam za takimi fantastycznymi historiami rodem z nocy żywych trupów czy wspomnianego na okładce Frankensteina, ale tym razem... od pierwszych stron zostałam porwana atmosferą nierealności, oczekiwania, czułam, że wydarzy się coś "nierzeczywistego", co więcej, oczekiwałam na to. Wszystko dzięki temu jak ta historia mnie zahipnotyzowała.
Czuję jednak pewien niedosyt, było mi za mało. Niektórym sprawom można było poświęcić więcej miejsca, ale czy to nie zepsułoby tej magii? Może ten mój niedosyt to  żal, że już ta historia się skończyła, a chciałoby się jej dalej słuchać?

Odwiedziłam ostatnio jedną z bibliotek, do których jestem zapisana, więc na mojej półce czekają już:
Rejs marzeń - Judith Gould
Bułgarski bloczek - Joanna Chmielewska
Dar języków - Jeffrey Deaver
Wojna wdowy - Sally Gunning
Wicked Zycie i czasy Złej Czarownicy z Zachodu - Gregory Maguire
Błękitnooki chłopiec - Joanne Harris
Kurier towarzyski - Barbara Dawson Smith
Ogród grzechu - Jennifer Blake

Coś polecacie szczególnie? Na pierwszy ogień?



Pokaże Wam także nagrodę pocieszenia jaką dostałam od zgrayanki:
oraz od Peggy Brown:
Dziewczyny bardzo Wam dziękuję!


czwartek, 7 lutego 2013

77. Sznur i oponki

 Troszkę sobie tych koralików ponawlekałam. Po żywych barwach haftu naszło mnie na bardziej stonowane kolory. Stąd więc czarno - przezroczysty gruby sznur
 Muszę przyznać, że podoba mi się choć zazwyczaj preferuje delikatniejszą biżuterię.

Faworki były jakiś czas temu, pączków przyznam się, że nigdy sama nie robiłam więc w ramach Tłustego Czwartku padło na szybciutkie oponki twarogowe. Smacznego!


Pochwalę się także paczuszką od joasi, taką oto dostałam od niej nagrodę pocieszenia.

Joasiu bardzo dziękuję. Już mam kilka pomysłów co trafi do tej ramki.

sobota, 2 lutego 2013

76. Sal sosnowy i spacer

Próby koralikowe idą mi raz gorzej raz lepiej, muszę popracować nad odpowiednim naciąganiem nitki. A w międzyczasie zgłosiłam się do kolejnego Salu. Tym razem wyszywamy wzór "La pineta di classe" autorstwa Renato Parolin, a Sal organizuje Agnieszka.  

Czasem lubię zimę i śnieg, nawet te minusowe temperatury. To była jedna z takich chwil:

Po raz pierwszy z bratową robiłyśmy wspólne ciasto - placek kruchy z pianką i owocami (których na skutek tej współpracy nie widać):

Odwiedził mnie też pewien pan, na widok którego moje psisko nigdy spokojne nie jest, a szkoda, bo ja bardzo lubię listonosza. Przyniósł mi tym razem paczuszkę od Najry.
Wspaniała paczuszka, bardzo dziękuję ! Nie mogliśmy się w domu naoglądać, a kolczyki już mam w uszach  :D
Jeśli macie ochotę zobaczyć jakie inne piękne rzeczy tworzy Najra, zapraszam na jej bloga.

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...